Powered By Blogger

sobota, 4 listopada 2017

Obiekt A/2017 U2: gość spoza Układu Słonecznego?

Obiekt A/2017 U1 w wizji artysty (NASA)

Niedawno media podały niezwykle frapującą wiadomość, którą przytaczam tutaj w całości:


Niezwykłe odkrycie astronomów. Ten tajemniczy obiekt jest naszym pierwszym „gościem” spoza Układu Słonecznego

Jak podaje NASA, astronomowie dokonali niezwykłego odkrycia. Po raz pierwszy w historii zaobserwowano przelot przez Układ Słoneczny ciała pochodzenia międzygwiezdnego.
Niewielka planetoida przybyła do nas z innego miejsca w naszej Galaktyce. Nietypowy obiekt został oznaczony symbolem A/2017 U1.[1]
Ciało porusza się niezwykle szybko, a jego średnica wynosi około 400 metrów. Międzygwiezdny podróżnik wleciał w nasz układ z prędkością ok. 25,4 km/s. Obiekt został odkryty za pomocą specjalnego teleskopu Pan-STARRS 1 na Heleakala w trakcie poszukiwań obiektów zbliżających się do ziemi.
O niezwykłym odkryciu poinformował Rob Weryk z Instytutu Astronomii na Uniwersytecie Hawajskim. Po analizie zgromadzonego materiału okazało się, że obiekt pojawił się na niebie również poprzedniej nocy, badacz podkreślił, że obiekt jest niezwykły ze względu na to, że jego ruchu nie było wytłumaczyć za pomocą typowej dla planetoidy lub komety orbity. Kiedy Weryk skontaktował się z innym naukowcem, Marco Michelim, okazało się, że na zdjęciach wykonanych przez tego astronoma również widać było niezwykły obiekt.
Badacze nie mają wątpliwości, że obiekt przybył do nas spoza Układu Słonecznego. Karen Meech z Instytut Badawczego na Hawajach podkreśla, że po raz pierwszy udało się znaleźć dowód na to, że kosmos jest pełen niewielkich obiektów takich jak asteroidy i komety, które grawitacyjnie nie są powiązane z układem słonecznym, natomiast istnieje możliwość, że pojawią się one w naszym Układzie Słonecznym.


I jeszcze informacja z Czeskiej Republiki:


Odwiedziny z przestrzeni międzygwiezdnej. Astronomowie odkryli w Układzie Słonecznym przybysza spoza niego
(Jakub Řihá – ČTK)

Obiekt, który swą niezwykłą trajektorią zdumiał amerykańskich uczonych z NASA, odlatuje z Układu Słonecznego z prędkością 44 km/s.[2] Jak podaje NASA, astronomowie wykryli w Układzie Słonecznym obecność jakiegoś ciała, które według wszelkich obliczeń przybyło spoza naszego systemu planetarnego i szybko go opuści, poinformowała NASA.
Asteroid ten, albo możliwa kometa, który aktualnie nosi oznaczenie A/2017 U1 odkrył teleskop Pan-STARRS 1 na Hawajach w czasie poszukiwań małych ciał niebieskich w bliskości Ziemi, które prowadzi NASA. Uczonych zainteresowała szczególnie hiperboliczna trajektoria tego ciała niebieskiego, którego średnica wynosi około 400 m.
- Jego ruch nie może być wyjaśniony jak ruch orbitalny normalnych asteroidów i komet Systemu Słonecznego – oświadczył specjalista z Instytutu Astronomii (IfA) Uniwersytetu Hawajskiego  Rob Weryk, który pierwszy dostrzegł niezwykłość trajektorii tego obiektu. Jestem przeświadczony, że ten obiekt przyleciał spoza Układu Słonecznego.
Z jego poglądem zgadza się Davide Farnocchia z Centrum Badań Obiektów Latających Blisko Ziemi (CNEOS) przy Laboratorium Napędu Odrzutowego (JPL) NASA w Kalifornii.
- Jest to najniezwyklejsza orbita, z jaką kiedykolwiek widziałem – stwierdził on. – Leci z niezwykle dużą prędkością i po takiej trajektorii, że możemy z całą pewnością stwierdzić iż ten obiekt znajduje się na drodze spoza Układu Słonecznego i nie leci z powrotem.[3]
Według obliczeń uczonych z CNEOS, obiekt ten przyleciał z kierunku konstelacji Liry/Lutni, a z Układu Słonecznego odlatuje w kierunku gwiazdozbioru Pegaza. W przestrzeni międzygwiezdnej podróżuje z prędkością 25,5 km/s.
Tajemniczy „gość” z innej części naszej Galaktyki w dniu 2 października wleciał do wewnątrz orbity Merkurego, przeciął orbity innych planet i większości asteroidów obiegających naszą gwiazdę. W siedem dni później najbardziej zbliżył się do Słońca i dzięki jego grawitacji zmienił kierunek i skierował się na trajektorię wiodącą z Układu Słonecznego.
Następnie obiekt w dniu 14 października minął Ziemię w odległości ok. 24 mln km (czyli około 62,4 odległości Ziemi od Księżyca). Potem już odleciał z naszego systemu planetarnego z prędkością wynoszącą 44 km/s.
- Od dawna zakładaliśmy, że takie obiekty mogłyby egzystować, bowiem w procesie formowania się planet, z systemu planetarnego została wyrzucona wielka ilość materii. Najciekawszym jest to, że dotąd nie zaobserwowaliśmy przelotu żadnego obiektu pozaukładowego – oświadczyła w nawiązaniu do tego astronomicznego odkrycia ekspertka z IfA - dr Karen Meech.  


Przelot obiektu A/2017 U1 przez Układ Słoneczny

Z czym mamy do czynienia?


Wikipedia podaje:

A/2017 U1 [poprzednio C/2017 U1[4] (PANSTARRS)] jest najwidoczniej międzygwiezdnym obiektem kosmicznym przelatującym przez Układ Słoneczny. Został on odkryty na ekstremalnie hiperbolicznej orbicie w dniu 18.X.2017 roku przy pomocy teleskopu Pan-STARRS, kiedy znajdował się on w odległości 0,2 AU (czyli 19 mln mi/30 mln km) od Ziemi. Początkowo sądzono, że jest to kometa, ale w tydzień później przekwalifikowano go na asteroidę.
Na podstawie pierwszych 2 tygodni obserwacji, ustalono iż orbita A/2017 U1 jest silnie ekscentryczna, o e = 1,1922 ± 0,00268, największa ze wszystkich obiektów w Układzie Słonecznym. Poprzedni rekord należał do obiektu C/1980 E1 z e = 1,057. Tak wysoka ekscentryczność orbity wskazuje na to, że obiekt nie jest grawitacyjnie związany ze Słońcem, i że jest to być może obiekt międzygwiezdny.
Możliwe jest, że był to pierwszy egzemplarz obiektu międzygwiezdnego najwidoczniej pochodzący z gwiazdozbioru Lutni, poruszający się z prędkością 26 km/s w stosunku do Słońca. Ten kierunek znajduje się blisko słonecznego apeksu, najbardziej prawdopodobnym kierunkiem podejścia z obiektów znajdujących się poza Układem Słonecznym. Jeśli nie ma poważnych problemów z astrometrią, to jedyne realne orbity są silnie hiperboliczne.
Podsumowując, jest to skała o albedo jedynie 10% (a zatem ciemna) i mająca 160 m średnicy. Widmo zbadane przy pomocy 4,2-metrowego Teleskopu Williama Herschela w dniu 25 października wskazuje na to, że obiekt ma kolor czerwony, podobnie jak kuiperowce.[5]
Re-ekstrapolacja jego orbity wyliczono, że planetoida ta przeszła przez peryhelium w dniu 9.IX.2017 roku i przeleciała koło Ziemi w odległości 0,16 AU w dniu 14.X.2017 roku. Obiekt ten jest niewielki i ciemny, za jego jasność wynosi zaledwie +21 mag.
Czwarta seria obliczeń w JPL wykazała, że 100 lat temu obiekt ten znajdował się w odległości 558 AU/83 x 10^12 km od Słońca.
W dniu 26.X.2017 roku, znaleziono dwie najwcześniejsze obserwacje tego obiektu dokonane w dniach 14 i 17 października z Catalina Sky Survey w Arizonie.

Tyle Wikipedia.

A mnie przypomina sie historia sprzed 20 lat, kiedy na naszym niebie z wypiekami na twarzy śledziłem przelot dwóch jasnych komet: komety C/1996 B2 (Hayakutake) i komety stulecia C/1995 O1 (Hale-Bopp). Ta druga nas nie interesuje, natomiast ta pierwsza – tak.

Ktoś zapytałby dlaczego? Ano dlatego, że ta kometa była niezwykła. Zresztą przeczytajmy to, co na jej temat pisze Wikipedia:

Kometa C/1996 B2 (Hayakutake). Mimo niedużego jądra (średnica ok. 4 km) kometa wykazywała bardzo dużą aktywność. Ze względu na to nazwano ją Wielką Kometą 1996 roku. Nie była jednak tak spektakularnym wydarzeniem, jak kometa Hale’a-Boppa z 1997 r. Liczne obserwacje dokonane za pomocą teleskopów naziemnych i instrumentów w przestrzeni kosmicznej pozwoliły wyznaczyć czas rotacji jej jądra na 6,23 h.
W składzie chemicznym komety Hyakutake wykryto obecność etanu i metanu. Analizy zawartości związków chemicznych w komie dały podstawy do przypuszczeń, że jądro komety ukształtowało się w chmurze międzygwiazdowej w temperaturze ok. 20 K. Zawartość deuteru w lodzie wodnym komety była zdecydowanie większa, niż w wodach ziemskich oceanów. Wysnuto stąd przypuszczenie, że nie można upatrywać w kometach, które uderzały w naszą planetę, jedynego źródła wody na Ziemi. W toku badań kolejnych komet okazało się, że wniosek ten nie jest tak pewny, gdyż różnią się one zawartością deuteru.
Kometa Hyakutake emitowała promieniowanie rentgenowskie, wcześniej nie obserwowane, odkryte przez satelitę ROSAT. Było ono wynikiem zderzeń jonów azotu i tlenu obecnych w wietrze słonecznym z neutralnymi atomami wodoru w komie. 1 maja 1996 r. sonda Ulysses odkryła warkocz gazowy komety w odległości około 500 mln km od jej jądra. Był to najdłuższy do tamtego czasu stwierdzony warkocz kometarny. Był on jednak porozrywany na osobne odcinki na skutek oddziaływania z polem magnetycznym wiatru słonecznego.

Kometa Hayakutake

Ciekawe, nieprawdaż? Mnie to pasuje do jakiegoś wraka kosmolotu… Jednak nie powiedziano tu najważniejszego, a mianowicie – na komecie stwierdzono obecność dużej ilości związków cyjanowych – typu -CN oraz cyjanowodoru – HCN – i to w ilości 1000 razy większej, niż w innych kometach! To właśnie cyjan nadawał jej intensywnie zielony kolor. Być może kometa Hayakutake pochodzi z Obłoku Oorta jakiejś innej gwiazdy – np. układu planetarnego Tolimana (Alfy Centaura) i tak na dobrą sprawę niesie ona informacje o  tamtym  układzie planetarnym…

W programie obserwacji uczestniczyło kilka dużych radioteleskopów z całego świata – pisze Jarosław Włodarczyk. - Uzyskane rezultaty sugerują, że kometa Hyakutake zawiera materię, która zalega w przestrzeni międzygwiazdowej, daleko poza granicami Układu Słonecznego. Odkryto bowiem, że w materii kometarnej występuje izocjanowodór (HNC), i to w takiej samej proporcji do cjanowodoru (HCN), jak się to obserwuje w obłokach gazu i pyłu międzygwiazdowego. Wspiera to hipotezę, że gazy występujące w przestrzeni międzygwiazdowej są składnikiem jąder komet, trafiwszy tam w postaci lodu wmrożonego w gwiezdny pył.
Odkrycie to nie musi, oczywiście, świadczyć o tym, że kometa Hyakutake przybyła do nas z głębin naszej Galaktyki. Może jednak wskazywać na to, że część materii tworzącej obłok, z którego 4,5 mld lat temu uformowało się Słońce, nie uległa przeobrażeniu, zachowując swój pierwotny skład chemiczny. Innymi słowy, to komety dostarczyły na Ziemię wodór, węgiel, azot i tlen - pierwiastki, z których dziś zbudowane są żywe organizmy - w związkach chemicznych tworzących się w przestrzeni kosmicznej niemal od początków istnienia Wszechświata. [6]

Niepotrzebne asekuranctwo. Znalezienie obiektu A/2017 U1 może być dowodem na potwierdzenie tego, że przez cały czas następuje wymiana materii pomiędzy Układem Słonecznym a układami planetarnymi sąsiednich gwiazd. Poza tym są tam podstawowe pierwiastki życia: węgiel, tlen, azot, wodór, i inne. To jest oczywiste.

Ta sprawa ma jeszcze jeden aspekt, a mianowicie taki, że na powierzchni i w środku kosmicznych posłańców znajdują się cegiełki materii ożywionej i wszystkie planety są nimi bombardowane. To oczywiste, że tam, gdzie tylko istnieją sprzyjające warunki, życie zapuszcza korzenie i rozkwita – nawet w najbardziej niekorzystnych warunkach bytowania. Pisałem już o tym w artykule pt. „Czarna Zaraza spada z nieba?” („Wizje Peryferyjne” nr 4/1996, ss. 15-19 dostępne na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2016/05/wizje-peryferyjne-nr-41997.html) Kosmos nie jest idyllą: kosmiczny mróz, mordercze gorąco, promieniowanie, zerowa grawitacja, supergrawitacja, pola magnetyczne… Tak czy owak i mimo wszystko z tego wynika także optymistyczny wniosek – cały Kosmos kipi życiem! Jego zarodniki wypełniają jego czasoprzestrzeń i spadają na wszystkie planety. Bez wyjątku. I wcale nie potrzeba do tego jakiegoś boga…

Wydaje się, że rację ma Dan Brown, który w swej ostatniej powieści pt. „Początek” taką właśnie wizję tego, SKĄD PRZYCHODZIMY przedstawił, co atoli jest już inną kwestią i tematem na inne rozważania…


Reakcje z KKK


W jednym z pierwszych moich art. w „Nieznanym Świecie” opisałem dziwną materię, którą znalazłem na Mazurach. Jest ona z całą pewnością nie ziemską, nie jest żadnym wytworem antropogenicznym, a więc może pochodzić tylko z kosmosu. Oczywiście ze względu na swoją nietypowość a w wielu aspektach bardzo różną od znanych meteorytów nigdy solidnie jej nie przebadano (tylko oglądano), kwitując sprawę jakimiś sformułowaniami typowymi, że coś na odczepnego trzeba napisać. Co ciekawe próbowałem udowodnić, że wspomniana materia spełnia kryteria, aby być konglomeratem pyłów międzygwiezdnych, pierwotnych, które nie uległy żadnym przeobrażeniom geologicznym od chwili wyemitowania z gwiazdy/supergwiazdy. Reasumując, twierdzę i twierdziłem, że może ona z dużym prawdopodobieństwem pochodzić spoza Układu Słonecznego. Oczywiście, zostałem wyśmiany, zakwalifikowany do profanów i fantastów - pouczono mnie przy tym, że znane prawa wykluczają, aby do wnętrza Układu Słonecznego mogła dotrzeć materia spoza naszego Układu Słonecznego. Nie wypada mi więc napisać w tej chwili niczego, poza sarkastycznym: a nie mówiłem! I kto tu jest profanem i fantastą?
P.S. Kilka lat później młody duński astronom wysunął podobną do mojej teorii (chodziło o meteoryt, który spadł na Grenlandii (zarejestrowany moment spadku), a którego podobno nie odnaleziono - nie odnaleziono, bo z całą pewnością szukano „prawdziwego” meteorytu), co przypłacił utratą stanowiska w placówce naukowej. Może teraz go zrehabilitują? 😊 (Avicenna)

Sprawa Meteorytu Grenlandzkiego rzeczywiście wymyka się wszelkiej klasyfikacji. Zajmował się nią m.in. śp. Kazimierz Bzowski, który napisał o tym artykuł, zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2014/12/tajemnica-wzgorza-611-problem-12.html  Być może był to upadek jakiegoś obiektu kosmicznego z tzw. „ciemnej materii”? To też jest jakieś wytłumaczenie. A wracając do obiektu A/2017 U1, to był to pierwszy obiekt, który został wykryty, a więc takich „gości z kosmosu” możemy odkryć o wiele więcej, niż nam się wydaje! (Arystokles)

Wydaje mi się, że za mało wiemy o peryferiach Układu Słonecznego, by wydawać tak stanowcze sądy. Być może taka dziwna trajektoria tego obiektu to efekt „kosmicznego bilardu” i stanowi on fragment większego ciała niebieskiego z Pasa Kuipera czy nawet Obłoku Oorta, który zderzył się z innym ciałem niebieskim, a ich odłamki rozleciały się jak po wybuchu granatu – na wszystkie strony. I właśnie A/2017 U1 jest takim „odpryskiem” po kolizji, która miała miejsce na dalekich peryferiach naszego systemu planetarnego. (Daniel Laskowski)

Ja także, praktycznie to od ogólniaka interesowałem się kosmosem i dziwnymi niewytłumaczonymi zjawiskami. Bardzo ciekawy artykuł. Jak zwykle pozostaje jedno pytanie. Skąd się to wszystko wzięło, myślę, że za naszego życia się tego nie dowiemy, a może już wiemy, ale nie potrafimy tego ogarnąć. No, tyle się ciśnie pytań !!!??? (K A ZE K)

Trudno jest odnieść się precyzyjnie do konkretnego przypadku nie posiadając porównywalnego sprzętu obserwacyjnego, ale byłoby nielogiczne twierdzić że do naszego Układu Słonecznego nie przylatuje nic z zewnątrz i nic z niego nie wylatuje. Musiałby on być hermetycznie zamknięty jak sardynki w puszce. Jeśli więc obiekt, jego masa, prędkość i tor ruchu (niekoniecznie będący orbitą, bo orbita jest zawsze torem zamkniętym) wskazują na to że ten obiekt jest "z zewnątrz", to najpewniej właśnie tak jest. Ocena tego jest w zasadzie kwestią dokładności pomiarów.
I tu moją uwagę zwrócił pewien szczegół w tekście - stwierdzenie, że to jest pierwszy zaobserwowany obiekt spoza Układu Słonecznego. Trochę mnie to zdziwiło, bo o takich obiektach (i o tym że jest ich mnóstwo) czytałem już w latach osiemdziesiątych ...i to w dodatku w literaturze pochodzącej z lat siedemdziesiątych. Tytułów teraz nie przytoczę, ale oczywiście mam na myśli literaturę naukową, a nie z gatunku "sf". Tak więc raczej nie jest to pierwszy taki obiekt, no chyba że ja o czymś nie wiem i te wszystkie dawniej zaobserwowane obiekty po kolejnych precyzyjniejszych obserwacjach zdegradowano do roli "miejscowych". Bo w tej dziedzinie wiedzy wszystko jest tak na prawdę kwestią precyzji pomiarów czegoś co jest od nas "piekielnie" daleko. (Nadir)


Przekład z czeskiego, angielskiego i opracowanie – ©R.K.F. Leśniakiewicz




[1] Symbol A oznacza obiekt, który nie okazał się być kometą, ale czymś innym, np. asteroidą.
[2] Nie jest to jakaś rewelacyjna prędkość, bowiem niektóre roje meteorytowe poruszają się z większą prędkością w Układzie Słonecznym – np. α-Crucidy – 50 km/s, α-Hydrydy – 44 km/s, α-Centaurydy – 56 km/s, θ-Centaurydy – 60 km/s, γ-Normidy – 60 km/s, η-Akwarydy – 60 km/s, Perseidy – 90 km/s, Geminidy – 120 km/s.
[3] Jak w przypadku orbit kołowych czy eliptycznych.
[4] Indeks C oznacza, że orbita obiektu jest wyliczona i ustalona.
[5] Obiekt z Pasa Kuipera.
[6] Jarosław Włodarczyk na łamach „Wiedzy i Życia” nr 2/1997.