poniedziałek, 11 grudnia 2017

Kuba Rozpruwacz: bez mitów, teorii i legend

Pierwsza ofiara Kuby Rozpruwacza – Mary Ann Nichols


Klim Podkowa


Któż to nie słyszał o Kubie Rozpruwaczu? Jego imię stało się kultowym, stał się centralną postacią niezliczonej ilości powieści, jest głównym bohaterem lub jest wspominany w 30 filmach. W swych utworach ich autorzy starają się przebić jeden drugiego oryginalnością, stawiają różnorakie hipotezy, co do tożsamości tego mordercy, w tym egzotyczne i fantastyczne. Nie będziemy się tu zajmować mitologią. Podam tylko fakty i suche cytaty z policyjnych protokołów.


Piekło Londynu – Whitechapel


Whitechapel to same dno Londynu. Ulice bez kanalizacji, domy bez fundamentów, niepozamiatane. Na podwórzach pasą się świnie i krowy. Smród i zaduch. Pośród tej marności kwitły grabieże, pijaństwo, gwałty i prostytucja. W 1888 roku, wedle danych policji, we Whitechapel znajdowały się 62 burdele i ok. 1200 prostytutek. I to właśnie tutaj, we Whitechapel w nocy 31.VIII.1888 roku znaleziono ciało 43-letniej prostytutki Mary [Ann] Nichols – jak się uważa pierwszej ofiary Kuby Rozpruwacza.


Inni badacze obwiniają Rozpruwacza o 11 zbrodni, ale kanoniczna lista zawiera tylko 5 nazwisk.

Pierwsza ofiara


Zabójstwa we Whitechapel nie były rzadkością. I tak w dniu 7 sierpnia została zamordowana Martha Tabram (także prostytutka, 39 ciosów nożem, z czego 10 w szyję), ale zabójstwo Nichols było na tle tych wydarzeń całkowicie wyjątkowe. Kobiecie poderżnięto gardło i przecięto powłoki brzuszne. I chociaż kobietę zarżnięto pod oknami jednego z domów, to nikogo z mieszkańców nie obudził jej krzyk o pomoc. Do rozwiązania zagadki tego okrutnego morderstwa została powołana spec grupa złożona z trzech detektywów: Frederica Abberline’a, Henry’ego Moora i Waltera Andrewsa.


Druga ofiara


8 września został znaleziony trup Annie Chapman. Działanie mordercy było podobne: gardło przecięto dwoma ciosami, odkryta i rozcięta jama brzuszna z wyciętym jednym z organów. I choć morderstwo ujawniono o godzinie 5-tej rano, to miejsce zbrodni wcale nie było bezludne – ulica wychodziła na plac targowy i o tej porze handlarze i kupcy śpieszyli tam, by zająć jak najlepsze miejsca. Ale nikt nie był świadkiem tragedii i nikt nie widział mordercy w zalanym krwią odzieniu. I ponownie znów nikt niczego nie słyszał. Specjalna brygada zajmowała się już dwoma morderstwami.
29 września, pewna agencja informacyjna otrzymała list, w których autor przypisywał sobie te dwa straszne morderstwa, natrząsał się z policji i obiecał przedłużyć swoją „robotę”. List był podpisany Jack the RipperKuba Rozpruwacz. Tak morderca nadał sobie imię.


Trzecia ofiara


W dniu 30 września, około godziny pierwszej w nocy Louis Diemschutz w głuchym zaułku zobaczył leżące ciało. Podszedł doń i zapalił zapałkę. Kobieta była martwa, jej szyja była rozcięta brzytwą. Jego krzyk przyciągnął patrolującego konstabla. Jednak tym razem ofiara nie była „wypatroszona” – najwidoczniej pojawił się Louis i pomieszał mordercy szyki i uniemożliwił dokończenia „dzieła”. Kiedy do Diemschutza dotarło, że w momencie w którym oglądał on trupa kobiety, jej morderca stał mu za plecami, to zatrząsł się ze strachu. Policjanci szybko otoczyli cały rejon, zorganizowali obławę i zatrzymali wszystkich podejrzanych. Ale zamiast zbrodniarza, po 20 minutach marszu od miejsca tragedii zostały znalezione drugie zwłoki.


Czwarta ofiara


Tutaj mordercy nikt nie przeszkodził. Kobietę zabito, brzuch odkryty i rozcięty, i jak potem ustalił lekarz – wycięto nerkę. Patrolujący rejon konstabl zeznał, że 15 minut temu przechodził koło tego miejsca i trupa tam nie było. To oznaczało, że na zabójstwo i rozcięcie zwłok morderca potrzebował około 10-12 minut.

Zwłoki zostały szybko zidentyfikowane. Elizabeth Stride – lat 44, prostytutka i Catherine Eddowes – lat 46, nie profesjonałka, ale także kobieta lekkich obyczajów. To podwójne zabójstwo stało się przełomem. Jeżeli wcześniej gazety informowały o morderstwach na trzeciej stronie, to zabójstwom z 30 września poświęcono pierwsze strony. Kuba Rozpruwacz stał się gwiazdą prasy.

Gwiazdorski maniak – Jack the Ripper stał się głównym czy drugoplanowym bohaterem 30 filmów fabularnych, z których niemiecki „Gabinet figur woskowych” w reżyserii Paula Leni został nakręcony w 1924 roku. Poza tym wspomina się o nim w 26 dziełach literackich, 4 grach komputerowych, z których jedna – „The Order 1886” – została wypuszczona w 2016 roku. Temat Kuby Rozpruwacza został wykorzystany w 27 dziełach muzycznych – po raz pierwszy w 1928 roku w operze „Lulu” Albana Berga.

Oddźwięk


Na Scotland Yard runęła lawina listów z radami jak ująć przestępcę. Setki „rozpruwaczy” przyznawało się do „autorstwa” tych zbrodni. Z tego zbioru makulatury wybrano dwa listy, które (jak się zakłada) napisał Kuba Rozpruwacz. W pierwszym mówiło się o detalach zbrodni nieznanych szerokiej publiczności, do drugiego załączono połówkę nerki (drugą połowę, jak twierdził autor, on usmażył i zjadł).

Londyn zalała fala strachu. Kobiety zaczęły nosić ze sobą gwizdki do wzywania policji, zaś sklepy reklamowały damskie noże i pistolety, stalowe gorsety. We Whitechapel prostytutki wzbraniały się wychodzić do „pracy” po zapadnięciu zmroku.

Powstała obywatelska organizacja Komitet Czujności Dzielnicy Whitechapel[1], dla której pracowali dwaj wynajęci detektywi do poszukiwań maniakalnego mordercy i zorganizowania patroli uzupełniających. Sprawa Kuby Rozpruwacza stała się obiektem nacisków w parlamencie i dosięgła nawet Buckingham Palace. Królowa Wielkiej Brytanii urządziła „wygawor” swemu premierowi i w czasie swego wystąpienia wyraziła niezadowolenie z pracy londyńskiej policji.


Groźba wybuchu niezadowolenia


Zwrócenie uwagi królowej Wiktorii na sprawę Kuby Rozpruwacza miało swe przyczyny. Podstawę zasiedlenia Whitechapel stanowili emigranci, uciekinierzy wojenni i przed głodem, uciekinierzy z zasiedlonych miejsc tylko po to, by uratować swe życie, którzy przybyli do Londynu z węzełkiem w rękach. To była doskonała gleba nie tylko dla przestępczości, ale także niepokojów społecznych, których Anglia przeżyła niemało. Nie minęło jeszcze 100 lat, jak zamieszki w Londynie zdławiono przy pomocy wojska. W 1815 roku, władze miejskie utraciły kontrolę nad West Endem, kiedy to zbuntowana czerń grabiła domy, pałace, w tym ministerialne, płonęły całe kwartały.

I oto we Whitechapel mówi się otwarcie, że „władza na nas pluje, zabójcy nikt nie szuka”. Zagrożenie buntem społecznym było bardziej niż realne. Stopień niezadowolenia zbliżał się do anarchii, pojawili się specjaliści od eksplodujących „maszyn piekielnych”. W rejonie podwójnego zabójstwa znaleziono na murach antysemickie napisy. Przybyły na miejsce wysoki urzędnik policji nakazuje natychmiast je zatrzeć obawiając się, że wywołają one pogromy Żydów.

Tak więc powodów do wybuchu społecznego niezadowolenia było aż nadto. A teraz coś-niecoś o londyńskiej policji.

W społeczeństwie policji nie lubiano. Nadany im przydomek „bobbies” miał swój negatywny wydźwięk, aczkolwiek sama nazwa pochodzi od imienia sir Roberta (Boba) Peela – twórcy nowoczesnej koncepcji policji.

Bobbies


Scotland Yard został założony w 1829 roku. Życie londyńskich policjantów łatwe nie było. Dyżury od 9 wieczorem do 6 rano albo 15 godzin za dnia. Dnia wolnego nie przewidywano, emerytury – też. Płacili mało. Na służbę konstabl szedł z pałką i gwizdkiem do wezwania pomocy. Dopiero po 1884 roku, po zamordowaniu dwóch policjantów na służbie, zaczęto wydawać im rewolwery, ale to tylko wychodzącym na nocne patrole.

Na nich ustawicznie napadano, i to nie tylko przestępcy. Dochodziło niejednokrotnie do zatargów pomiędzy policją a wojskowymi. Atakowali ich również strażacy, kiedy zastawali ich na gaszeniu ognia (no bo odbierali im chleb!). Konstabli stojących na drodze niejednokrotnie „zwyczajnie” potrącali woźnice.

Zrozumiałym jest, że do tej roboty nie szli sami najlepsi przedstawiciele brytyjskiego społeczeństwa. W pierwszych latach policjantów karano za pijaństwo, kradzieże i wymuszanie haraczy u zatrzymanych. Mówiąc krótko, policjantów nie lubili. Nadany im przydomek „bobby” miało swój negatywny sens. Tępawy inspektor Lestrade z powieści sir Arthura Conan Doyle’a – był właśnie takim echem traktowania policji przez Londyńczyków. Każda gazeta miała za punkt honoru pastwienie się nad Scotland Yardem za wszystkie błędy policji.

Tak więc sprawa Kuby Rozpruwacza stała się dla londyńskiej policji nie sprawą honoru i prestiżu, ale także swoistym sprawdzianem jej profesjonalizmu.


Scotland Yard kontra Rozpruwacz


Poszukiwania przestępcy przybrały globalny charakter. Do Whitechapel skierowano dodatkowe siły. Teren patrolowało 300 policjantów mundurowych i 120 wywiadowców w cywilu. Po raz pierwszy na ulicach pojawiły się patrole z psami. Zastosowano także polowanie z przynętą: funkcjonariusze przebierali się w kobiece stroje i spacerowali po nocnym Whitechapel. Ale zamiast przestępcy policjanci znaleźli w dniu 9 października kolejnego zmasakrowanego trupa kobiety.  


Piąta ofiara


Została zamordowana 25-letnia Mary Kelley. W tym czasie prostytutki bały się wychodzić w nocy na ulicę, a skoro tak, to Rozpruwacz przyszedł do niej do domu. Czasu tym razem miał aż nadto – całą noc – i literalnie wypatroszył on swą ofiarę: wyciął serce, nerki, a kawałki ciała rozłożył po mieszkaniu. No i znów nikt niczego nie widział, nikt niczego nie słyszał… Pod kierownictwem londyńskiej policji tron nie tyle się chwiał, ile po prostu się walił. Jeszcze jedno zabójstwo i w miejsce Kuby Rozpruwacza powieszą ich samych.

Jednakże Mary Kelley okazała się być ostatnią ofiarą tego maniaka. Oczywiście morderstwa we Whitechapel się nie skończyły, ale kobiet już nie krojono na sztuki. Niektórzy badacze przypisują Rozpruwaczowi 11 ofiar, ale ilość zamordowanych kobiet w jego przypadku ograniczyła się do kanonicznej piątki. Scotland Yard jeszcze przez długie lata szukał mordercy, przesłuchano ponad 2000 ludzi, 80 aresztowano, ale żadnej osobie niczego nie udowodniono.


Fenomen Rozpruwacza


Rzecz oczywista, Kuba Rozpruwacz nie był pierwszym seryjnym zabójcą i oczywiście nie ostatnim. Współcześni maniakalni zbrodniarze ilość swych ofiar liczą w dziesiątki, jednakże nie mają co liczyć na światowy rozgłos. Żaden z nich nie potrafił tak poruszyć społeczeństwa jak Rozpruwacz. Tuż po whitechapelskiej serii zbrodni, brytyjski parlament zajął się rozwiązywaniem problemów mieszkańców londyńskich slumsów.

Sprawa Kuby Rozpruwacza wyszła na dobre londyńskiej policji. Ilość „bobbies” wzrosła do 13.000 osób, w Scotland Yardzie pojawił się wydział kryminalny, zakład medycyny sądowej, która powstała już jako osobna gałąź wiedzy, w policji państwowej pojawił się specjalista medycyny sądowej, została przyjęta systematyka identyfikacji przestępców wg odcisków palców i powstawały kartoteki przestępców. Na początku XX wieku, dzięki osprzętowaniu technicznemu Scotland Yard wyprzedził znacznie analogiczne służby w USA i Europie.

Co zaś się tyczy prawdziwego nazwiska mordercy, to chociaż w każdym roku pojawiały się coraz to nowe artykuły pod krzyczącymi nagłówkami „Ustalono nazwisko Kuby Rozpruwacza!” to historycy uważają, że jego prawdziwego nazwiska nie poznamy już nigdy.


Opinie z KKK


Moim skromnym zdaniem nie powinno się nagłaśniać zbrodni, prowadzi to do popularności zbrodni i zbrodniarza. Ne wspomnę już o naśladowcach. Chociaż z drugiej strony to część życia i na pewno nie możemy udawać, że dany przypadek nie miał miejsca. (K A ZE K)

Ta sprawa była prowadzona niekompetentnie i nieudolnie. Ale policja dopiero raczkowała i nie ma co się dziwić, że nie złapano Kuby albo... Julki Rozpruwaczki. Swoją drogą również jestem zdania, że to mogła być równie dobrze kobieta... Zauważcie, że sir Arthur Conan-Doyle nie skonfrontował Sherlocka Holmesa z Rozpruwaczem - czyż to nie jest ciekawe? (Daniel Laskowski)

Chciałbym tylko przypomnieć tutaj ciekawą hipotezę dr. Miloša Jesenský’ego, że Kuba Rozpruwacz był… Kosmitą, który dokonywał wiwisekcji na ludziach, a szczególnie na kobietach. Teraz Kosmici dokonują tzw. cattle mutilations w nieznanym celu.  (Arystokles)


Zob. także:


Źródło – „Archiwy XX wieka” nr 3/2017, ss. 3-5
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Whitechapel Vigilance Committee. 

niedziela, 10 grudnia 2017

Wspomnienie o Karlinie



Stanisław Bednarz


Mieliśmy być  polskim Kuwejtem, a to tylko monstrualna  erupcja niewielkiego złoża.

Mój kalendarz – 37 lat temu  9 grudnia 1980 roku o 17:00  asystent  wiertni naftowej koło Karlina zauważył, że płuczka wypływa na powierzchnię. Ciśnienie było tak duże, że na rurę nie udało się założyć zaworu. Na chwilę zadziałał tylko prewenter, trzytonowy zawór przeciwwybuchowy, i strumień osłabł. Jednak kilka sekund później płuczka wybiła z jeszcze większą siłą, a powietrze rozdarł przeraźliwy syk gazu. Pracownik wiertni wyłączył pompy i chciał jeszcze zgasić agregat. W tym momencie uderzyła go fala gorąca i usłyszał ogłuszający huk. Odruchowo zaczął uciekać pod wiatr. Wyglądał jak żywa pochodnia – to zapalił się waciak na jego placach. Upadł i tarzając się ugasił  ubranie..

Według mapy ropa miała być 160 metrów niżej aniżeli głębokość do którego sięgnęło wiertło feralnego dnia..  Z daleka było widać, że pali się wiertnia, jasno się zrobiło jak w dzień. Takiego ognia  jeszcze nie widział. Co gorsza, z otworu wydobywał się też gaz. Dlatego do Karlina ściągnięto zastęp ratowników górniczych z Krakowa.

Po trzech dniach od wybuchu do Karlina przyjechali specjaliści z Węgier i szef ukraińskich ratowników naftowych Leonid Kałyna. Miał on ogromne doświadczenie, gdyż w ZSRR do podobnych wypadków dochodziło kilka razy w roku, tyle że trzymano je w głębokiej tajemnicy. Kałyna był już znany polskim specjalistom, bo w 1975 roku pomagał przy opanowaniu erupcji gazu koło Rawicza. W ślad za nim przybyło kilkunastu radzieckich ratowników i dwa potężne agregaty gaśnicze z silnikami od myśliwców MiG-17.

Tymczasem Polskę ogarnęła euforia. Podczas gdy jedni patrząc na płonącą ropę liczyli straty, inni cieszyli się spodziewanymi zyskami karmiąc lud mrzonkami.. W  końcu udało się uprzątnąć plac wokół płonącego otworu i można było przystąpić do usunięcia uszkodzonego prewentera zamocowanego na rurze. Mieli to zrobić… artylerzyści. Teoretycznie wystarczyło trafić zawór pociskiem, ale przedtem konieczna była ewakuacja kilku wsi na linii strzału.





Jako pierwsza 17 grudnia do akcji weszła armata 85 mm i pociski odłamkowo-burzące. Trafiony kilkanaście razy prewenter pozostał na miejscu...

W Wigilię artylerzyści sprowadzili haubicę 122 mm i użyli pocisków odłamkowych. Po kilkunastu trafieniach prewenter wciąż był na miejscu. Odkryto, że wszystkiemu winna jest rura. Powinna być sztywno zamocowana w ziemi, ale rury nie zacementowano. Nieumocowana działała jak gigantyczna sprężyna.

Sięgnięto więc po jeszcze większą haubicę 155 mm i pociski przeciwbetonowe. Po kolejnych dwóch dniach ostrzału prewenter się poddał. A tryskająca ropa wciąż płonęła. Było tak gorąco, że w pobliskich  gospodarstwach zakwitły wszystkie drzewa owocowe.

8 stycznia o godzinie 10 uruchomiono kilkanaście działek wodnych. Tuż przed 11 armatki zdusiły ogień. Wśród strażaków wybuchła radość. W górę poleciały kaski...

Zainteresowanie Karlinem zgasło niemal równo z ugaszeniem pożaru ropy.  6 stycznia 1981 roku ze stacji w Karlinie odjechały pierwsze cysterny z ropą. Jednak już wtedy wiedziano, że to złoże jest niewielkie. Gdyby paliło się jeszcze dwa tygodnie, nic by z niego nie zostało. W sumie eksploatacja trwała z przerwami  do 1983 roku.


* * *


Tak by the way, to przypomniało mi się, jak na fali powszechnej euforii przebąkiwano o gazie znajdującym się pod Niżem Polskim na głębokości 8 km i niżej. Padały wtedy różne propozycje, jak się do niego dobrać, z których zapamiętałem najbardziej egzotyczną – przedstawioną chyba w kultowym magazynie telewizyjnym „Sonda” przez śp. red. Andrzeja Kurka i Zdzisława D. Kamińskiego, a mianowicie zdetonowanie pod powierzchnią ziemi ładunku jądrowego, który utworzyłby kamuflet, który z kolei wypełniłby się gazem ze zmiażdżonych ciśnieniem fali uderzeniowej skał. Pomysł niezły, ale o tym, co stanie się z gazowymi produktami eksplozji jądrowej, które będą bardzo „gorące”, jakoś się nie mówiło…


Na szczęście także minęła u nas gazowa euforia, która mogłaby zamienić centrum Polski w pustynię i może lepiej, że inwestorzy się wycofali. Niech to będzie kubłem zimnej wody na głowy oszołomów, którzy by chcieli sprzedać obcym za psi grosz także i to polskie bogactwo. Niech czeka na lepsze czasy.    

sobota, 9 grudnia 2017

Tajemnice Bałtyku – Unia Galaktyczna, Federacja Galaktyczna… (2)


CERN – PROJEKT DO KONTROLOWANIA RZECZYWISTOŚCI

Ich główne bazy kosmiczne są na wszystkich kontynentach w górach oraz morzach i oceanach. Jest ich osiem… Jedna z takich legendarnych baz znajduje się w górach Tybetu, czyli tzw.„Szamballa” i na jej temat napisano tysiące artykułów i książek. I wszystko staje się jasne, kto nami rządzi i manipuluje.
Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci  w Gdyni i nad Zatoka Gdańską było zbyt dużo obserwacji, aby to był przypadek.


UFO nad Polską - zaczęło się w Gdyni


O pierwszym UFO nad Polską napisał w 1959 roku "Wieczór Wybrzeża". Zaczęło się od notki w gazecie, a skończyło na spiskach tajnych służb PRL i ZSRR.
Od wielu lat różni ludzie opowiadają mi o swoich obserwacjach na terenie Gdyni  lub Trójmiasta oraz nad morzem. W tym roku (2017r) kilka osób opowiadało o swoich obserwacjach oraz przesłali  zdjęcia.


„Dwie obserwacje NL nad Gdynią” Łukasza 


Wróćmy do relacji Łukasza B. opisanej w art. „Dwie obserwacje NL nad Gdynią”  na Blogu Roberta Leśniakiewicza „UFO i LUDZIE Wszechoceanu”. Było ok. godz. 21.00 gdy nieoczekiwanie zatelefonował i opowiedział o swojej obserwacji. Mieszkamy w tym samym mieście i znamy się od kilku lat. Interesował się moimi badaniami na terenie Gdyni, ale okazało się, że ma inne cele i nasze relacje się zmieniły, dlatego wydało mi się to trochę dziwne, że zwraca się z tym do mnie. Zaproponowałam aby to opisał i skontaktował się z ufologiem Robertem Leśniakiewiczem. Kilka dni później Robert opublikował te obserwacje na swoim Blogu. To co potem się działo potwierdziło moje przypuszczenia iż był to tylko pretekst, dlatego Robert później dopisał  – „UWAGA: Stopień wiarygodności bardzo niski.”

Po szczegółowej analizie doszłam do wniosku, że stopień wiarygodności jest bardzo wysoki. Łukasz na swoim przykładzie pokazał kim ONI są i jakimi metodami się posługują. Jestem wizjonerką i patrzę na wiele spraw wielowymiarowo!

Przypomnę co napisał w swoim sprawozdaniu:

 Byłem świadkiem niezwykłego widowiska na niebie w nocy z soboty na niedzielę. Dodatkowo w niedzielę popołudniu godz. 15:30 na niebieskim niebie widziałem, coś co raczej nie było samolotem. Było to jasny obiekt wysoko na niebie. Na początku myślałem że to gwiazda, ale trochę dziwne aby gwiazda na niebieskim niebie w dzień tak mocno świeciła. Gdy ponownie spojrzałem w górę ujrzałem tylko jak z ogromną prędkością odlatuje. Było to jak mrugnięcie oka. Myślę, że lata tego bardzo dużo na naszym niebie i do tego często ale nie każdy zadziera głowę do góry aby popatrzeć w niebo.
 Jeśli chodzi o sobotnią noc to sprawa wyglądała inaczej. Godzina 0:30, od południowej strony świecił księżyc (był okrągły cały widoczny i nie zasłonięty chmurami). Oczywiście jak przystało na tą godzinę było ciemno. Niebo częściowo zachmurzone. Co mnie zaciekawiło to, to że gdy spojrzałem przez okno od północnej strony (nad morzem!) zobaczyłem ogromną chmurę która świeciła. Emitowała kolory od białego przez żółty, pomarańczowy do czerwonego. Była ogromna, wydłużona od północy w kierunku wschodnim. Wyglądało to tak jakby za nią było coś co emitowało to światło a chmura to coś zasłaniała. Na początku myślałem, że to księżyc rzuca światło na tą chmurę dlatego ona jest taka jasna, ale inne chmury na niebie były ciemne tylko jedna świeciła.

Chyba wszyscy ufolodzy wiedzą, że UFO potrafi się maskować – wytwarza chmury, aby się ukryć przed oczami niczego nieświadomych ludzi. Obiekt kosmiczny UFO który się maskował był ogromny i wg oceny Łukasza miał kilka kilometrów długości, więc nie dziwie się, że się maskował, aby nie wzbudzać paniki lub sensacji. Jednocześnie wskazywał miejsce ukrytej w wodach Zatoki Gdańskiej wielkiej bazy kosmicznej. Ile może być ludzi (?) na tak wielkim statku lub bazie kosmicznej?

To co opowiedział i opisał nie zaskoczyło mnie, gdyż potwierdził to co wiedziałam od dawna. Zaskoczyła mnie awantura, która spowodowała iż ta relacja stała się mało wiarygodna. Zachował się arogancko wobec Roberta, co zmusiło mnie do myślenia -  o co jemu naprawdę chodzi i komu to jest potrzebne? Od początku mojej działalności wielokrotnie miałam do czynienia z tego typu ludźmi, a  potem okazało się, że reprezentują gadzią lub inną wrogą cywilizację (do czego się przyznawali) więc nasunęło się pytanie - kogo on reprezentuje i o co chodzi z Zatoka Gdańską?  Zrozumiałam, że  Łukasz swoim zachowaniem pokazał o co im chodzi i czego można się po nich spodziewać. Potwierdził iż w Zatoce Gdańskiej jest jedna z baz kosmicznych Galaktycznej Federacji i/lub Unii Galaktycznej przejęta po „buncie aniołów” w czasach Pierwszej Cywilizacji, dlatego oni nie są wiarygodni! Potwierdził swoim zachowaniem, że tego typu ludzie z którymi miałam do czynienia od lat (w czasie badań  megalitów i zasypanych piramid) są na ich usługach i działają na szkodę Cywilizacji Człowieka.

Kilka lat wcześniej również miałam okazję obserwować zamaskowane chmurami UFO, ale bliżej centrum Gdyni oraz w Strefie 3c 123 na Kaszubach - podobnie jak to opisał Łukasz – o czym pisałam  na Fb oraz na blogu Roberta Leśniakiewicza.

W sierpniu 2015 roku napisałam art., zat. „KONTAKT”, który wyjaśnia m.in. przypadek Łukasza B.

Cytuję:

Sobota 01.08.15 Byłam na wsi i ok. godz. 23.00 zobaczyłam w kierunku północnym na niebie na wysokości Gdyni dziwną kołyszącą się gwiazdę. Był to statek kosmiczny ,który wielokrotnie widziałam na przestrzeni wielu lat. Nawiązałam kontakt wzrokowy z tą „gwiazdą”. Zobaczyłam na jego pokładzie stojącego wysokiego mężczyznę w jasnym kombinezonie. Za nim widziałam kilku innych mężczyzn w takich samych kombinezonach. Siedzieli przy długim pulpicie pełnym przycisków i co chwilę spoglądali na ekrany monitorów na ścianie. Mężczyzna, który patrzył na mnie był młody, miał długie, ciemne falujące włosy do ramion. Miałam wrażenie, że patrzy na jakiś ekran – do którego i ja miałam podgląd i dlatego widziałam wnętrze statku i załogę. Potem odwrócił się do kolegów i coś robili, a następnie długą chwilę patrzył przez dużą panoramiczną szybę na ziemię stojąc do mnie plecami. Patrzyłam tam gdzie on i widziałam na dole lasy i brzeg Zatoki Gdańskiej, wiedziałam że to Gdynia. Usłyszałam, że z Gdyni wybiorą ludzi do kontaktu. Wybrali 20 osób. Po tygodniu wybrali tysiące ludzi w Polsce, a w sumie milion ludzi na Ziemi. Usłyszałam, że stare programy zostaną im wymazane i otrzymają nowe programy.

(…) Wybrałam trzy osoby spośród psychotroników i poprosiłam aby napisały co widzą…
Jedna z nich, Bożena Rylewicz – Sekuła napisała:

Statek kosmiczny widziałam na tle ogromnego tunelu-korytarza dla pojazdów. Istoty w statku były ubrane w kombinezony w kolorze srebrno platynowym.  Widziałam pojazd kosmiczny w tym kształcie w kolorze jasnego srebra lekko nad Gdynią, ku wyjściu do morza w kierunku Helu. Postać którą zobaczyłam była zarazem przekazem od tej cywilizacji, a potem dwa złote trójkąty w kształcie piramid skierowane ku sobie podstawami.
Kiedy skupiłam swoją uwagę na górnym trójkącie zobaczyłam symbol trzech połączonych złotych punktów jakby gwiazd liniami w kształcie położonej litery V - jest to znak Hiad. Dodatkowo zobaczyłam liczbę 7, pewnie oznacza miejsce skąd pochodzi ten i inne dyski. Kiedy skupiłam uwagę na dolnym trójkącie zobaczyłam jak wypływa z wierzchołka jakby zloty okrąg i otacza górny trójkąt. (dopisek mój – połączenie z bazami na Ziemi) W tym korytarzu przestrzennym widziałam też inne pojazdy tej samej cywilizacji. Są wyznaczeni do zadań specjalnych, do prowadzenia wszelkich działań.
Zapytałam - jaką mają średnicę dyski i skąd pochodzą?
B. R-S Gdzieś do 30 metrów, ale raczej nie z naszej galaktyki.

Sądzę, że Łukasz jest  jednym z dwudziestu wybranych ludzi do KONTAKTU z Gdyni, bez względu na swoje poglądy - co potwierdził swoim zachowaniem. Zrozumiałam co w ten sposób miał przekazać – wskazał gdzie jest baza kosmiczna Galaktycznej Federacji na Zatoce Gdańskiej oraz jakimi metodami posługują się „pełni miłości” oświeceni, wspaniali… „bracia”.

20 styczeń 2017 r. po publikacji art. na Blogu Roberta  dotyczącej obserwacji UFO nad Gdynią tego samego dnia napisał do mnie na Facebooku Karol Nowicki mieszkaniec Gdyni, żołnierz.
„Witam Pani Eleonoro, odnośnie tego artykułu o niezidentyfikowanych obiektach latających nad Gdynią, to chciałbym Pani powiedzieć, że mój ojciec też je widział. Mam zdjęcie, mój ojciec zrobił je telefonem. Niestety nic nie widać, słaba jakość.”

W odpowiedzi na moje kolejne pytania napisał krótko – Otóż ten obiekt znajdował się na wysokości  mniej więcej około 500-1000m, oczywiście piszę około ponieważ było ciemno, kierunek południowy. Dodam jeszcze, że mój ojciec jest emerytowanym kontrolerem ruchu lotniczego, tak że wie jak wygląda statek powietrzny na niebie. (…) Działkę rodzice mają niedaleko Babich Dołów i tam mieszkają (dzielnica Gdyni ). Patrząc z okolic Babich Dołów na południe, to może być kierunek na centrum Gdyni lub Chyloni. 

Zwróciłam uwagę „na centrum Gdyni lub Chyloni” gdyż ja również właśnie tam często obserwowałam UFO w dzień i w nocy - o czym pisałam w książce zat. „Święta tajemnica Gdyni” jak również  w wielu artykułach publikowanych w Internecie.
   

Zdjęcia: Karol Nowicki

Żołnierz MW w Gdyni, potwierdza obserwacje UFO nad Zatoką Gdańską i nad miastem. Wojsko  doskonale wie, że UFO lata nad Zatoką Gdańską i nad Morzem Bałtyckim. 
 
Wszyscy ufolodzy wiedzą, że nad bazami kosmicznymi często pojawia się różnego rodzaju UFO, które obserwuje tysiące ludzi na różnych kontynentach od dziesiątek lat, o czym piszą i mówią dziennikarze.  To samo dzieje się na naszym Wybrzeżu. np. „Niezwykłe światła nagrane nad Helem” (pt., 2014-09-19 09:25)  http://innemedium.pl/wiadomosc/niezwykle-swiatla-nagrane-nad-helem  

cytat „…nagranie z Polski bardzo przypomina to, co niedawno nagrano w Sao Paulo w Brazylii. Może zatem rzeczywiście mamy tu do czynienia z jakimś niewyjaśnionym fenomenem.” http://innemedium.pl/wiadomosc/tajemnicze-swiatla-widziano-nad-sao-paulo  
Zastanawiałam się czy są jakieś sprzyjające nam cywilizacje, które nas chronią pomimo agresji i destrukcji GF?

Oznaczałoby to, że oprócz Galaktycznej Federacji są tutaj inne ORGANIZACJE KOSMICZNE…

W lutym 2017 roku skontaktowała się ze mną pani Małgorzata K. z Poznania. Czytając moje publikacje na temat zasypanych piramid przypomniała sobie, że będąc trzy lata temu z rodziną  w Gdyni zrobiła zdjęcia, na których wyszły dziwne kule. Zdjęcia robiła na ostatnim piętrze najwyższego budynku w Gdyni przy plaży. Wyjaśniła, że tych kul nie widziała, ale wyszły na zdjęciach.

14 luty 2017r.  Przesyłam zdjęcia o których mówiłam na zdjęciu nr.1 w lewym górnym oknie po lewej stronie nad linią horyzontu jest coś kolistego zrobiłam je o godz.13;54'34; nr.2 o 13:58'06 i nic nie ma. Trzecie jak widzisz o 14:03'18 - kolejność robienia zdjęć i czasu.

Na trzech zdjęciach zrobionych przez szybę widoczna jest Zatoka Gdańska. Na jednym z nich na horyzoncie widoczna jest biała kula, a na kolejnym zdjęciu biała kula unosi się nad plażą tuż przy Kamiennej Górze. Po analizie i dyskusji na ten temat pani Małgosia dodała, że kula znad morza mogła dolecieć do plaży. Biała kula ma optymalny kształt typowy dla starej zamkniętej galaktyki oraz starej cywilizacji…. CZŁOWIEKA. Jest ona wskazówką iż gdzieś tam na horyzoncie jest stara baza kosmiczna z czasów Pierwszej Cywilizacji. Co jest dziwne - jej blask rozświetla plażę i całą okolicę. Ta kula przyleciała z nad morza i wskazała miejsce na plaży! Co tam jest? Na podstawie wizji oraz penetracji całego terenu oraz licznych kawałków cegieł wyrzucanych od lat na plażę zlokalizowałam warowne miasto z czerwonej cegły, które było w tym miejscu w poprzedniej cywilizacji  - Govina. Pisałam na ten temat w książce oraz w kilku artykułach i filmach YT.
 

Zdjęcia: Małgorzata K.

Tego typu kule widoczne są w różnych miejscach na całej Ziemi.
Drugi przypadek jest jeszcze ciekawszy. Jeden z astronautów zamieszkujących na pokładzie Discovery filmował moment przechwycenia jednego z satelitów przez astronautę, który wyleciał z pokładu wahadłowca przy pomocy rakietowego plecaka by złapać satelitę. I naraz, w pewnej chwili, w kadrze ukazał się jakiś kulisty obiekt, który zaczął tańczyć przed obiektywem kamery. Co najciekawsze – żaden z astronautów go nie widział.

W marcu 2017 roku skontaktowała się ze mną pani Stefania T. z Gdyni – Obłuże.  Opowiedziała o swoich obserwacjach, których nie rozumiała i oczekiwała, że ja zrozumiem. Poprosiłam aby to opisała. Opisała trzy obserwacje, ale było ich dużo więcej.

ZDARZENIE 1 – z marca 2016 ROKU

Miejsce: Gdynia – Obłuże widok z trzeciego piętra -  (zdjęcie nr.,1 .z okna balkonu (A) pomiędzy budynkami (B) I (C) stoi wysokie drzewo, a nad drzewem na niebie „zjawisko pęknięcia”. Czas: marzec 2016 r. po godz. 21.30, obserwacja trwała  1-1,5 godz.. Kompas: NW 270-280 °
Zdarzenie: Niebo ciemnogranatowe, bezgwiezdne, bezchmurne. Między blokami (B) I (C) stoi wysokie drzewo. Nad nim na niebie pęknięcie pionowe, nierówne brzegi w kształcie „łódki”.
Kolory:  przejaskrawione, od brzegów „pęknięcia” kolory: ciemnoróżowy, pomarańczowy, żółty a w środku „przeraźliwa” biel (brzask). Sprawiało wrażenie jakby to była lawa, ale nie było w tym „zjawisku” żadnego ruchu.                                                                                                                                                            
Moje uwagi:   Zobaczyłam to dopiero gdy usiadłam na łóżku i spojrzałam przez okno. Czy chciałam zrobić zdjęcie z telefonu? Myślę że tak, lecz zrezygnowałam. W chwili obecnej sprawdzałam widoczność o tej samej porze (23 .03.2017.) Latarnia, która stoi pod blokiem (A), światła w mieszkaniach, latarnie w oddali między blokami (B) i (C) oświecają aparat tel. Wtedy  pomyślałam, iż gdybym nie była po kąpieli to wyszłabym zrobić zdjęcie przy przepompowni wody (zdjęcie 2, 3 ,4) Zrezygnowałam, gdyż wstawałam rano o godz. 5.00 do pracy. 
  

Zdjęcia: Stefania T.

ZDARZENIE 2   z dnia 27. 03. 2017. – godz. 5.00  
                                                                                                                                         
Miejsce: Gdynia-Obłuże. Widok z okna(blok A) ,między blokami (B) i (C), (zdjęcie 1)
Kompas: NW 270-280 Czas: 27.03.2017. godz. 5.00.
Niebo ciemnogranatowe, bezchmurne, bezgwiezdne ( z tej strony okna). Z drugiej strony mieszkania widok na terminal kontenerowy – niebo rozgwieżdżone . Sprawdziłam, gdyż chciałam porównać wielkość gwiazd. 
Zdarzenie: Zakładam że były to „gwiazdy” - A1 ,B i C , ale większe w kolorze srebrzystym. Trzy gwiazdy tworzyły delikatny łuk. Między blokami (B) I (C) nad drzewem, na ciemnogranatowym niebie. Zdjęcie nr. 1 pokazuje w jaki sposób poruszała się „gwiazda”. Nagle (A1) zaczęła delikatnie iskrzyć i pulsować, zniknęła i pokazała się w punkcie 2, potem 3, 4 ,5 ,6 ,7.Dalej za budynkiem C zniknęła. ''Gwiazdy' 'B i C jeszcze były, stały nieruchomo ( co dalej? – czekam.) Nagle zniknęły. Zjawisko trwało może 4-5 min.
 Moje uwagi: Nie były to samoloty, helikoptery (brak warkotu silnika) gdyż wiem jak wyglądają, inaczej też wyglądają ich światła. Miałam okazje je obserwować przez ostatnie 38 lat. „Gwiazdy” były 3 razy większe od zwykłych gwiazd, dlatego pobiegłam na balkon (kompas: między E-100-200  S- Z) z drugiej strony mieszkania – widok na terminal kontenerowy aby sprawdzić czy na niebie są gwiazdy. Były mniejsze, więc wróciłam i obserwowałam dalej – opis wyżej.

ZDARZENIE 3       (zdjęcia nr., 1 ,2 ,3.)

 Miejsce: Gdynia-Stocznia ul. J. Wiśniewskiego, kierunek w stronę Obłuża, jazda autobusem  40-50km/h.  Od pomnika  „ofiar grudnia 70” do małego wiaduktu przed przystankiem autobusowym (skrzyżowanie ulic Wiśniewskiego i Energetyków) 
 Czas:  24.03.2017.  miedzy godz. 14.00. a 14.15.
Dzień jasny, słoneczny, niebo niebieskie, gdzieniegdzie lekkie strzępy rzadkich białych chmurek.
Czas obserwacji: 3-4 min.
 Zdarzenie: Jadąc autobusem zaobserwowałam przez szybę po drugiej stronie ulicy za budynkami, za torami, za ul. Morską nad lasami pionowy obiekt. Wyglądał jak wąska „łezka” . Zastanowiło mnie to, że jest przeźroczysty jakby z grubego szkła. Nie było widać zakończeń góry i dołu. Jednak obiekt przesuwał się powoli. Straciłam go z oczu przed małym wiaduktem.  Autobus skręcał w prawo na Estakadę Kwiatkowskiego! Spojrzałam w lewo za siebie, niestety już go nie było. Pomyślałam, ze leciał nad lasami za Akademią Morską w kierunku Gdynia – Chylonia  (zdjęcia 1 ,2 ,3 .)
 Gdynia, dnia 31 .03 .2017r.         Stefania J. T.




Obserwacje pani Stefanii były ciekawe i dziwne, ale można je zrozumieć w kontekście wiedzy astronomicznej dotyczącej kształtów galaktyk. Niestety nie mogłam tutaj umieścić wszystkich zdjęć które nadesłała pani Stefania. W pierwszym zdarzeniu opisanym przez panią Stefanię zwróciłam uwagę na szczegół – CZAS OBSERWACJI  - obserwacja trwała  1-1,5 godz. Widziała na niebie pionowe pęknięcie i nierówne brzegi w kształcie „łódki”. Sprawiało wrażenie jakby to była lawa, ale nie było w tym „zjawisku” żadnego ruchu. Nigdy nie słyszałam aby obserwacja trwała ok. 1,5 godz. bez żadnego ruchu. Analizując ten opis jedyne co mi przyszło do głowy to to, iż jest to wskazówka pokazana w symbolu, którą pani Stefania miała zrozumieć. Sądzę, że dotyczy to wnętrza bazy kosmicznej oraz… pęknięcia w ziemi – płyty tektonicznej na morzu. Oznaczałoby to, iż ta cywilizacja ostrzega nas przed kataklizmem, który się niebawem zdarzy…
W zdarzeniu 3 opisana wąska „łezka”, która przypomina kształt jednej z wielu odległych galaktyk, a jednocześnie jest to obiekt kosmiczny UFO nad Gdynią. W ten sposób askazali swoją bazę… Czy ta cywilizacja kontroluje te same miejsca w Gdyni o których piszę od wielu lat?? 

O przeźroczystym UFO rok temu opowiadał mi również pan Marek Juruś z Gdańska.
Zamierzałam na tym zakończyć i opublikować tekst, gdy nieoczekiwanie sama zobaczyłam i sfotografowałam UFO. Jak zwykle dało mi to dużo do myślenia…                                                                                                                                                           
Moja obserwacja  02.12.2017.r. sobota godz. 16.10

Było już ciemno, wyszłam do pobliskiego sklepu po zakupy i jak zwykle spojrzałam na niebo. Przed sobą, pomiędzy blokami zobaczyłam na niebie dziwne nieruchome jaskrawo czerwone i zielone światła jak w samochodzie lub w sygnalizacji świetlnej. Patrzyłam na to chwilę z niedowierzeniem myśląc – co to jest?? Dziwny obiekt nie poruszał się i nie wydawał żadnych typowych dźwięków dla samolotu lub helikoptera. To było UFO z widocznymi dużymi okrągłymi kolorowymi światłami na obwodzie. Wisiał bliżej centrum Gdyni. Widziałam jak wysyła smugi światła w kolorze indygo w kierunku poł. – zachód, a na wschód wylatywały jasne smugi i iskry. Pod spodem na obwodzie obiektu widziałam jasne promienie spadające w dół na ziemię.
 Zrobiłam zdjęcie z komórki, ale zdawałam sobie sprawę, że będzie słabej jakości, więc czym prędzej zawróciłam do domu po aparat fotograficzny. UFO wciąż tam było więc zrobiłam zdjęcia z okna. Wyszłam z domu i zrobiłam kolejne zdjęcia oraz filmik. Gdy nagrywałam widziałam jak UFO nagle wzmocniło blask swoich kolorów jakby na pożegnanie i powoli obniżało się na tle drzewa stojącego pomiędzy blokami - odleciało gdzieś na południe.  Obserwacja trwała ok. 10 minut. Czy ktoś jeszcze widział to cudo??

Zrobiłam kilka zdjęć i filmik ale nie sposób wszystkie zamieścić w tym artykule.





Zdjęcia : Zofia Piepiórka

 RV - (Radar-Visual) - Obiekt Radarowo-Wizualny - Nieznany Obiekt Latający zaobserwowany przy pomocy urządzeń technicznych: radiolokacji, kamer fotograficznych, filmowych, wideo, lornetek, teleskopów, itd. demonstrujące swą obecność przy pomocy efektów świetlnych.
Ta obserwacja dała mi dużo do myślenia…  Gdzieś to już widziałam…? Skąd pochodzi to UFO?
W końcu przypomniałam sobie, że widziałam podobne UFO w 1993 roku. Była to jedna z pierwszych opisanych przeze mnie obserwacji zat. „Różowe UFO”.

Cytuję:

Wrzesień 1993 rok. „Był wieczór ok. godz. 20.00. Wracałam do domu  przez park w dzielnicy Chylonia w pobliżu Świętej Góry. Nagle zatrzymałam się rozglądając wokoło. Spojrzałam w górę na pobliskie wieżowce i wiedziałam, że to o to chodzi.
Pomiędzy dwoma wieżowcami w głębi, zobaczyłam „coś” różowego na tle ciemnego nieba, co sprawiało niezwykłe wrażenie. Miało kształt grubego pierścienia o konsystencji  różowej chmurki, jak wielki dymek z papierosa. Trudno mi określić średnicę, ale biorąc pod uwagę odległości pomiędzy wieżowcami, ich wysokość  itd. myślę, że  miał  co najmniej  30 m średnicy. Wiedziałam że to jest UFO!
 Po chwili zobaczyłam jak z obiektu wyleciał biały promień światła jak z latarki, w to miejsce gdzie stałam. Patrzyli na to również inni przypadkowi przechodnie, którzy stali w pobliżu. Promień światła widoczny był około minuty. Komentowaliśmy to zastanawiając się co to ma znaczyć. Patrzyliśmy się na różowe UFO kilka minut, ale nic się nie działo. Zamierzałam odejść, gdy różowy obiekt, nagle zaczął zmieniać kolory, z różowego na zielony, a powyżej lub ze środka widoczna była czerwona poświata. Później na obwodzie pierścienia pojawiła się gama różnych kolorowych świateł jak w tęczy - zielony, czerwony, różowy, indygo. Obiekt zaczął się szybko wznosić w górę w kierunku północny - zachód  ( nad morze!) i nagle znikł. Obserwacja trwała ok. 5 minut. Stałam jeszcze długą chwilę zafascynowana, bo te kolorowe światełka coś mi przypominały. (…) Nie dawało mi to spokoju przez wiele lat, gdyż wciąż mam w pamięci te światła na obwodzie różowego UFO. Potem w natłoku innych zdarzeń zapomniałam o tym „drobnym szczególe”, a ma to kapitalne znaczenie dla całej sprawy!

Ta obserwacja miała dla mnie duże znaczenie. Tydzień później różowe UFO sfotografowałam w kamiennych kręgach w Odrach… Z wizji z tamtych lat wynikało, że do tego zadania została wybrana duża grupa ludzi, która miała to badać i pisać. 

Jedna z moich wizji w 1992 roku dotyczyła  ujawnienia się cywilizacji, której bazy kosmiczne są na Zatoce Gdańskiej, a ich obiekty są w kształcie dysków. Ta wizja była dla mnie wówczas zagadką, ale teraz po latach wiem, że za tym kryje się cywilizacja Hiad, której bazy kosmiczne są m.in. na terenie Polski i w Zatoce Gdańskiej. Aby to wyjaśnić muszę napisać kolejny artykuł.

Z jednej z wizji w 2015 roku (opisałam w art. „Kontakt”) wynika, że została wybrana kolejna grupa ludzi z różnych grup społecznych w Polsce i na całej Ziemi. Ich zadaniem jest rozpracowanie m.in. GF, UG, itd. czego drobnym przykładem są powyższe obserwacje. Przed nimi kolejne duże zadanie z którym muszą sobie poradzić w określonym czasie i miejscu jako wybrana grupa kontrolna. Z publikacji i filmów w Internecie widzę, że już pracują nad tym…