niedziela, 22 października 2017

Czaszka Kosmity?


Kilka dni temu otrzymałem email od Pani Justyny z Frankfurtu nad Menem, która przysłała mi dwa zdjęcia i następujący list:

Witam serdecznie  Panie Robercie, 

Od kilku tygodni staram sie znaleźć właściciela tej czaszki i mam z tym problem 😊 Znalazłam ją przypadkowo w lesie zbierając grzyby, zrobiłam parę zdjęć ale pozostawiłam ją na miejscu bo myślałam, że jest zwyczajna czaszka jakiegoś leśnego liska, [ale] okazało się że lis ma inną czaszkę. Pytałam myśliwych  i nikt nie potrafi mi pomoc w tym zadaniu. Obejrzałam wszystkie możliwe czaszki zwierząt leśnych, domowych, dzikich. I nic. Z moich dotychczasowych wniosków wyciągnęłam 2 teorie, że zwierze to należy do drapieżnych bo oczodoły są skierowane na wprost, nie na boki. Niestety brak pokrywy czaszki i szczęki nie ułatwia zadania ale niestety tylko tą część znalazłam. Zastanawia mnie brak nosa i te dwie dziurki przy zakończeniu oczodołu oraz wgłębienia w rogach oczodołów. Czyż nie jest to dziwne? Pozwalam na wstawienie tych zdjęć na Pana stronie. Miejsce znalezienia to Niemcy Zachodnie region Hesja, Frankfurt am Main. Las znajduje się na Bibere Berg. Obok strumienia Biber. Być może ktoś z pasjonatów pana bloga odkryje dla mnie tą tajemniczą zagadkę. Dziękuję!

Pozdrawiam Justyna


Niestety, ja też nie wiem, czyja to czaszka być może, nie jestem zoologiem czy anatomem i dla mnie może to być nawet czaszka Kosmity. Sprawę przekazuję dr Milošowi Jesenský’emu, który jest bardziej kompetentny ode mnie w tych sprawach.


Być może któryś z Czytelników jest w stanie zidentyfikować właściciela tej pozostałości? Bardzo prosimy o odpowiedź!

piątek, 20 października 2017

Hanford: skażenie plutonem



Tyler Durden


W 10 dni po sytuacji awaryjnej w Zakładach Nuklearnych w Hanford, WA, która miała miejsce w maju br., kiedy to zapadł się tunel co spowodowało powstanie obawy radioaktywnych skażeń, a co opisano potem jako „POWAŻNĄ SYTUACJĘ po zapadnięciu się tunelu w tamtejszych Zakładach Nuklearnych” (wytwórnia i rafineria plutonu – przyp. tłum.), „nakazano ewakuację”, „strefę zakazaną dla lotów”. Donosiliśmy wtedy o tym, że Departament Energii szarpał się w sprawie drugiej sytuacji awaryjnej, kiedy pojawiły się sygnały, że potężny podziemny podwójny zbiornik odpadów być może także przecieka. Jak doniesiono potem, zbiornik oznaczony jako AZ-101 – został oddany do użytku w 1976 roku, z gwarancją na 20 lat. Do 2017 roku znajdowały się w nim gorące, wrzące radioaktywnie i chemicznie skażone odpady od 41 lat.


Jako przypomnienie zanim doszło do drugiego wycieku, w dniu 9 maja robotnicy znaleźli komorę o rozmiarach 20 x 20 stóp w tunelu używanym jako magazyn wysoce radioaktywnych i zanieczyszczonych chemicznie urządzeń z okresu Zimnej Wojny. Co gorsze, kiedy „Wall Street Journal” donosił w tym czasie, ubrania robotników zostały skażone radioaktywnie właśnie w tym miejscu, co gubernator Jay Inslee nazwał „alarmującym incydentem”, który powinien skierować uwagę urzędników federalnych na zamknięty zakład. Użyto potem urządzeń do wykrywania w celu kontroli dekontaminacji, które to skażenie wydostało się na powietrze i osiadło na odzieży robotników.

Radioaktywny materiał został znaleziony na trzech miejscach: na butach, koszuli i kolanach spodni. Zgodnie z zeznaniami robotników, oczyszczone przedmioty zostały usunięte, zapakowane i zabrane.

Po tych incydentach wszystkie informacje z Hanford o tamtejszych przypadkowych i nieprzypadkowych wyciekach materiałów promieniotwórczych znikły, nawet w miarę narastających zagrożeń, że wycieki w radioaktywnym obiekcie nie zostały zlikwidowane.

Z perspektywy czasu obawy były uzasadnione, ponieważ zgodnie z KATU2, we wtorek urzędnicy ds. zdrowia potwierdzili niski poziom plutonu w powietrzu w pobliżu przetwórni nuklearnej Hanford.


Departament Zdrowia stanu Waszyngton zanalizował próbki zebrane w dniu 8.VI.2017 roku i wykryto wyższe poziomy skażeń w okolicy Rattlesnake Barricade – jak podali urzędnicy z Hanford.

Urzędnicy ds. Zdrowia zbierali próbki po uwolnieniu lotnych cząstek radioaktywnych podczas rozbiórki wysoko zanieczyszczonego obiektu. Zgodnie z doniesieniami w tamtym czasie, 8 czerwca, w kolejnym incydencie w Hanford, pracownicy Zakładu Wytwarzania Plutonu (PFP) zostali poinformowani o objęciu ich ochroną w obiekcie jako środka ostrożności po tym, jak monitor skażeń podniósł alarm. Monitor znalazł się na terenie rozbiórki, gdy załogi demontowały część PFP. Około 350 robotników z Hanford objęto ochroną – jak podano w Hanford.

Departament Energii i Departament Zdrowia badają te fakty i jak dotąd nie określiły ich przyczyn.



Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

czwartek, 19 października 2017

Wszechocean jest w poważnych opałach



- Poważne statystyki mówią same za siebie. Przy bieżącej stopie konsumpcji odpady plastykowe mogą przewyższyć ilość ryb we Wszechoceanie do 2050 roku. Powyżej 90% łowisk w Morzu Śródziemnym jest przełowionych i ilość dwutlenku węgla wyrzucanego przez Ludzkość do środowiska do 2100 roku doprowadzi do Szóstego Masowego Wymierania.

Żeby było jeszcze gorzej, temperatury na Ziemi rosną i ponad 90% ciepła, które zatrzymują gazy cieplarniane, trafia do hydrosfery, która pokrywa 2/3 powierzchni naszej planety. To ma proste przełożenie na temperaturę wód Wszechoceanu, prowadząc do zagrożenia siedliskom ryb poprzez zakwaszenie i odtlenienie – pisze Martin Banks.

Zgodnie z poglądem Philipa Stephensona – amerykańskiego biznesmena i filantropa, który utworzył Philip Stephenson Fundation, ta kombinacja brzegowego skażenia, osadzania się, chorób, przełowienia i efektu cieplarnianego w oceanach szczególnie zagraża rafom koralowym. I tak np. na Karaibach, gdzie Fundacja ta stale pracuje i odtwarza kolonie morskich bezkręgowców, ilość żyjących korali spadła o 50% w czasie ostatnich czterech dekad.  

Dobre wieści są takie, że wreszcie zwrócono uwagę na Wszechocean. Zgodnie z dr Owenem Day, biologiem morskim i fundatorem CLEAR Carribean, która współpracuje z Fundacją Philipa Stephensona nad przywróceniem korali – UE ma kluczową rolę do odegrania w zakresie ochrony Wszechoceanu, szczególnie odkąd USA odrzuciły Porozumienie Paryskie. I to na dobre i na złe – UE wykazuje zainteresowanie w ochronie wszystkich światowych zasobów słonych wód.

Stephenson zgadza się z tym stanowiskiem: Pomimo tego, że wiele problemów związanych z Wspólnotową Polityką Połowową używanej na europejskich łowiskach, wykazuje postęp w stosunku do lat ubiegłych, tak jak zakaz wyrzucania ryb i  surowszych środków zarządzania połowami dorsza w Morzu Północnym, który obecnie szybko się odradza.

Na początku tego roku, Komisja ogłosiła plany przeznaczenia ponad 650 mln € w celu polepszenia stanu zdrowotnego oceanów, przedstawiając ponad 30 inicjatyw, w tym wysiłki w zwalczaniu piractwa i nielegalnych połowów, satelitarny system monitorowania i cały blok inicjatyw dotyczących plastyków we Wszechoceanie. Szefowa spraw zagranicznych UE – Federicia Mogherini wyraża nadzieję, że wszystkie kraje wezmą w tym udział i powiększą fundusze na to przeznaczone do 1 mld €.

Ale UE nie zamierza spocząć na laurach, szczególnie wobec sceptycznego klimatycznie prezydenta w Białym Domu. Dr Day powiedział „EU Reporter”:
- UE i kraje członkowskie powinny zwiększyć swe wysiłki w celu wdrożenia środków łagodzących w celu utrzymania wzrostu temperatury poniżej 1,5°C. Wiele krajów Europy wspiera działania związane z zarządzaniem morzami dookoła świata takich jak np. tworzenie wielkich Morskich Obszarów Chronionych (MPAs) wokół europejskich terytoriów zamorskich. Europejska pomoc – twierdzi on – wspomaga programy rozwoju i adaptacji rybołówstwa i zarządzania przybrzeżnego.
- Ale – ostrzega – jest tego więcej, niż jest to wymagane. Korzystając ze swojej wiedzy w sprawach morskich, UE powinna stanowić znaczący katalizator dla nowego globalnego porozumienia w sprawie zarządzania i ochrony przed nielegalnymi połowami IUU na morzu. Poza wodami własnymi UE powinna również przyczynić się do ograniczenia połowów, IUU i innych aktywności, które mają miejsce w otwartym oceanie i niszczą środowiska morskie.

Mówiąc o specyficznych zagrożeniach zdrowotności Wszechoceanu dr Day stwierdza, że zanieczyszczenie morza jest „wielkim problemem” na wielkich akwenach oceanicznych i „istnieje wiele problemów” – szczególnie tam, gdzie zostały one spowodowane przez ludzką aktywność.
- Wzbogacanie akwenów przybrzeżnych w nawozy (azotany, azotyny, amoniak, fosfaty – dalej zwane eutrofizacją) ze ścieków i nawozów stwarza wielkie martwe strefy na dnie morskim, które są bardzo ubogie w tlen. Ilość i rozmiary tychże wzrasta i wielkie pomory ryb są raportowane z wielu miejsc świata. Wzrastająca ilość ścieków na akwenach przybrzeżnych stanowi zagrożenie także dla ludzi – mówi on. – Wzrastające skażenie ściekami zrzucanymi ze statków wizytujących MPAs czy turystycznych jest wzrastającym problemem zarówno dla zdrowia ludzi jak i całego morskiego ekosystemu. W tym niepokojącym kontekście jeden system finansowany przez Unię Europejską, który działa dobrze, to służba nadzoru nad środowiskiem „Copernicus”, zaawansowana sieć zbierania danych. Gdy zostaną w pełni wykorzystane i zostaną wykorzystane zgodnie z założeniami, "przyczyni się do znacznego uwzględnienia problemów związanych z klimatem, ochroną środowiska i bezpieczeństwem". Dane można by następnie wykorzystać do "prowadzenia polityki i opracowania porozumień mających na celu złagodzenie i odwrócenie negatywnych wpływów na zdrowie mórz.

Ale wdrożenie jednego systemu nadzoru nie jest wszystkim i na końcu – wszystkie co potrzebne do powstrzymania - i miejmy nadzieję, odwrócenia - spadającego stanu zdrowotnego oceanów na świecie. Stephenson wskazuje to szybko firmom żeglugowym, które odgrywają kluczową rolę.

I tak np. „lepsze” trasy żeglugowe mogą pomóc zmniejszyć emisję CO2. Mówi on:
- Rodzaje statków, poziom technologii i obsługi technicznej na każdym statku, jak armatorzy i operatorzy przestrzegają zasad i przepisów dotyczących nielegalnego wyrzucania nieprzetworzonych odpadów, paliwa lub produktów przewozowych, tras i terminu wysyłki, są wszystkie czynniki, które wpłynąć na wpływ przemysłu morskiego na środowisko morskie.
Potrzeba akcji na poziomie międzynarodowym, w tym UE, ponieważ rafy koralowe są zagrożone kombinacją brzegowych zanieczyszczeń, osadów, chorób, przełowienia i nagrzewania się oceanów – mówi Stephenson.

Międzynarodowe zagrożenia wojskowe i zagrażające bezpieczeństwu zwiększają również te presje i rozszerzają się poza wyłączne strefy ekonomiczne każdego kraju.
- Jako takie - mówi Stephenson - pełne morze pozostaje głównym nieuregulowanym obszarem, w którym nielegalne, nieraportowane i nieuregulowane połowy (IUU) przez pozbawionych skrupułów operatorów odbywają się bezkarnie na skalę przemysłową.

Stephenson, który chce podnieść profil zasobów morskich na świecie, wezwał rządy do znalezienia sposobów na lepsze uregulowanie własnych branż i ochronę wrażliwych ekosystemów morskich, a także zwalczanie przestępczości zorganizowanej na morzu. Mówiąc inaczej, ostrzega: Konsekwencje zaniechania redukcji zanieczyszczeń morskich będą zarówno ekologiczne, jak i gospodarcze. Zanieczyszczenie może znacznie ograniczyć funkcjonowanie ekosystemów przybrzeżnych i prowadzić do niższych zysków gospodarczych w rybołówstwie, turystyce i ochronie wybrzeża. Zdrowe rafy koralowe są bardzo cennymi naturalnymi falochronami przybrzeżnymi, a ich utrata często powoduje szybką erozję przybrzeżną, z utratą plaż i infrastruktury przybrzeżnej. Ponad 80% plaż na Karaibach jest aktywnie niszczona przez erozję ze względu na utratę rafy i wzrost poziomu morza.
Idealnie byłoby, gdyby działo się to pod egidą ONZ i/albo innych politycznych mechanizmów bilateralnych.

Podobnie jak statystyki dotyczące aktualnego zagrożenia życia morskiego, przesłanie Stephensona nie mogłoby być bardziej wymowne: Jeśli teraz nie zdecydujemy się podjąć działania, to zobaczymy więcej zubożenia i zniszczenia, które miałyby katastrofalny wpływ na Ludzkość.


Przekład z angielskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 17 października 2017

Babie lato


Mój kalendarz - Nastało Babie Lato, potocznie też polska złota  jesień – okres pięknej i ciepłej pogody w październiku w czasie utrzymywania się układu wyżowego. Jest on skutkiem ogólnego uspokojenia atmosfery półkuli północnej z powodu stosunkowo małych kontrastów termicznych między południem, które już nie jest tak usłonecznione, a północą, która nie zdążyła się jeszcze wychłodzić. Dodatkowym czynnikiem stabilizującym jest nagrzany w okresie letnim ocean.


W Ameryce Północnej tę porę roku nazywa się Indian Summer i przypada ona na październik. W Szwecji mówi się o Brittsommar - tam przypada ona też na październik. W Niemczech babie lato przypada najczęściej na wrzesień i nazywa się Altweibersommer (mylnie) tłumaczone na „lato starych bab”, w rzeczywistości nazwa wywodzi się ze staroniemieckiego i dotyczy nici pajęczych.




W sprzyjających warunkach, tzn. przy odpowiedniej temperaturze, wilgotności powietrza oraz sile wiatru, pająki rozpoczynają budowę nici, służących do przelotu. Zwykle zwierzęta wybierają wierzchołki wysokich roślin, traw, krzewów lub drzew, czyli miejsca, gdzie siła wiatru jest stosunkowo duża. Pająki prostują odnóża, unoszą do góry odwłok i wytwarzają nić pajęczyny.

Świat płonie kolorami. Na szczytach Przykca, Hyćkowej można liczyć drzewa liściaste. To najpiękniejsza część roku:  
Klon krwawy i żółta lipa
liście, listeczki sypią.
Zrzuca je ptak lecący,
strąca osa niechcący.


Tegoroczne babie lato zostało spowodowane przez przejście nad Irlandią niezwykłego huraganu OFELIA vel OPHELIA, który narodził się w równikowej części Atlantyku, ale zamiast na zachód – w kierunku Morza Karaibskiego – udał się na północ, w kierunku Zielonej Wyspy.

Załączone mapki ukazują marsz na północ tego huraganu, którego wiatry wiały z prędkością 191 km/h, i w Irlandii nie odnotowano czegoś takiego od 50 lat! Zginęło kilka osób, straty materialne jeszcze są szacowane.











A u nas? A u nas jak widać powyżej jesteśmy pod wyżem o wartości – w Jordanowie – 1025 hPa, na bezchmurnym niebie lśni słońce, a temperatura dzienna sięga +25°C i jest niemal letnio. Napisaliśmy „niemal”, bo w nocy temperatury jednak spadają do +6°C i czuje się podmuchy nadciągającej zimy.







No i grzyby. Takiego wysypu nie pamiętają nasi najstarsi mieszkańcy. Jest ich zatrzęsienie i ludzie mają już dosyć suszonych, kiszonych czy marynowanych rydzyków i prawdziwków. Niektórzy twierdzą, że jest to zwiastun szybkiej i ostrej zimy, podobnie jak kwitnące od góry wrzosy czy szyszki świerkowe rosnące od wierzchołka drzew.


video

video


Pożyjemy – zobaczymy, a na razie cieszmy się światłem, ciepłem i południowym wiatrem!

Opracowali:

St. Bednarz i R.K.F. Leśniakiewicz 

poniedziałek, 16 października 2017

Tragedia w Andach



Opowiemy o niesamowitej katastrofie w Andach, rozbitkowie przetrwali  w wysokich Andach -3600 m n.p.m., przez 57 dni  niestety żywiąc się innymi ofiarami.

Mój kalendarz -  45 lat temu -13  października  1972 roku w Chile uległ katastrofie Fairchild Hiller - FH-227 D Urugwajskich Sił Powietrznych. Samolot ten wystartował z Montevideo w Urugwaju  wioząc drużynę rugbistów Old Christians  z rodzinami na mecz do Santiago.

Samolot po drodze zmuszony był lądować w Mendozie i czekać na poprawę pogody. Później w bardzo złej pogodzie usiłować przedostać się przez Andy. Pilot popełnił błąd - za wcześniej skręcił na północ i  poleciał w wysokie Andy. Wpadł w turbulencje  Zanurzony w chmurach rozbił się o jedno z wzniesień koło długo nieczynnego wulkanu Tinguirrica, 4280 m n.p.m., na granicy Chile z Argentyną, 8 km od wulkanu. Tracąc oba skrzydła zsunął się na terytorium Argentyny około 120 km od Santiago na wysokości około 3600 m n.p.m.

Spośród 45 osób na pokładzie, 12 nie przeżyło katastrofy, kolejnych 5 zmarło pierwszej nocy lub następnego dnia z powodu odniesionych obrażeń. Ósmego dnia zmarła jeszcze jedna osoba. Z pozostałych 27 pasażerów część miała lżejsze rany, w tym złamania powstałe na skutek rozbicia się samolotu.




Niewielkie zapasy żywności, jakie posiadali to między innymi kilka tabliczek czekolady i kilka butelek wina. Mimo że rozdzielano je w bardzo małych racjach, wystarczyły na krótko. Aby uzyskać wodę, roztapiano śnieg, ustawiając do słońca metalowe elementy siedzeń, z których woda spływała do pustych butelek. W miejscu katastrofy nie było żadnych roślin ani zwierząt. Próbowali jeść paski skóry oderwane z walizek. W  tej sytuacji grupa pasażerów podjęła zbiorową decyzję, że aby przeżyć, muszą jeść ciała zmarłych towarzyszy.

Rozbitkowie nie mieli żadnego wyposażenia, niezbędnego do przebywania wysoko w górach, takiego jak ciepła odzież czy gogle, mogące zapobiec ślepocie śnieżnej. Nie mieli również leków, opatrunków ani żywności…

Rankiem 28 października samolot został przysypany przez lawinę. Spośród 27 osób śpiących w kadłubie, 8 zginęło na miejscu. Pozostali przez trzy dni nie mogli opuścić kadłuba ze względu na grubą warstwę zalegającego na nim śniegu. Jednemu z rozbitków, Nando Parrado, udało się w końcu wybić dziurę w dachu kadłuba za pomocą metalowego pręta. Kolejne trzy ofiary zmarły w listopadzie i grudniu...

Po wielu dniach  12 grudnia gdy nadeszło lato  dwójka z uczestników katastrofy Nando Parrado i Roberto Canessy zdecydowała się na wspinaczkę i dotarła do siedzib ludzkich. Po wielu dniach wędrówki po  zaśnieżonych szczytach spotkali chłopa w dolinie,  który nazywał się Sergio Catalani  z pobliskiej wioski Los Maitenes,  niestety  po drugiej stronie rzeki, który rzucił im na sznurku papier, ołówek, chleb i ser, potem zawiadomił żołnierzy.

22 grudnia wyruszyła pomoc z Santiago. W sumie tą hekatombę przeżyło 16 uczestników przebywając w Andach 57 dni. Na miejscu katastrofy jest zbiorowa mogiła poległych.


Opracował - St. Bednarz